Reprezentacja Polski złożona z zawodników urodzonych w województwie podkarpackim

Zgodnie z zapowiedzią sprawdzimy, jak prezentuje się najlepsza jedenastka w historii reprezentacji Polski złożona z zawodników urodzonych na Podkarpaciu. Już na wstępie zapewniam, że pod wieloma aspektami będzie bardzo ciekawie.

Żaden z bramkarzy wywodzących się z tego rejonu Polski nie osiągnął z kadrą niczego wielkiego, zatem na tej pozycji miejsce zajmuje sympatyczny i ogólnie lubiany, a jednocześnie bardzo solidny Bogusław Wyparło. Interesując się naszą piłką klubową nie można nie kojarzyć Bodzia W., który w Ekstraklasie rozegrał 359 meczów. Skradł serca przede wszystkim kibicom Łódzkiego Klubu Sportowego, z którym w 1998 roku wywalczył Mistrzostwo Polski. W kadrze wystąpił w trzech meczach towarzyskich.

Obejrzyj na kanale nabramkepl w serwisie YouTube:

Na prawej stronie obrony jedna z najbarwniejszych reprezentacyjnych postaci ostatnich lat, która swoje najlepsze czasy w kadrze przeżywała pod wodzą Adama Nawałki. Mowa oczywiście o Arturze Jędrzejczyku. Piłkarz z Dębicy jest ceniony za wszechstronność, bo nie ma w defensywie pozycji, na której nie mógłby wystąpić. Na Euro 2016 grał na lewej stronie, gdzie z dużym powodzeniem zastępował kontuzjowanego Macieja Rybusa. Oprócz tego, że na boisku gwarantuje jakość, zapewnia również znakomitą atmosferę, co podkreślają wszyscy zawodnicy, którzy kiedykolwiek mieli przyjemność współdzielić z nim szatnię. Autor jednej z najefektowniejszych i niezapomnianych cieszynek. Gola zdobytego w towarzyskim meczu przeciwko Szwajcarii w 2014 r. świętował na trybunach. Na tę chwilę ma na swoim koncie 40 spotkań w Biało-Czerwonych barwach i nic nie wskazuje na to, by jego dorobek nie został powiększony.
Obok Jędzy Mariusz Kukiełka. W Ekstraklasie debiutował w barwach Siarki Tarnobrzeg w wieku niepełna 16 lat, a na debiut reprezentacyjny musiał poczekać jeszcze nieco ponad 4 lata. Nigdy nie decydował o jej sile, w meczach o stawkę rzadko występował w podstawowym składzie. Zasłynął przede wszystkim golem w meczu eliminacji do Mistrzostw Europy 2004, w którym kadra Zbigniewa Bońka niemiłosierni męczyła się z amatorami z San Marino. Kilka miesięcy wcześniej był brany pod uwagę podczas ustalania kadry na Mundial 2002, jednak ostatecznie nie poleciał na azjatycki turniej.
Partnerem Kukiełki na środku defensywy zostaje Seweryn Gancarczyk. Zawodnik, który przed Mundialem 2006 notował bardzo dobre występy na lewej obronie Metalista Charków, nie był za bardzo kojarzony przez polskich kibiców. Od lat występował bowiem na Ukrainie, zatem mało kto widział go w akcji. W czerwcu został powołany przez Pawła Janasa, rozegrał dwa mecze towarzyskie i znalazł się w kadrze na światowy czempionat. Na środku obrony wylądował w ostatnich latach swojej kariery.
Był już zawodnik, który rozkochał w sobie kibiców ŁKS-u, teraz pora na ulubieńca kibiców Widzewa. Wiesław Cisek był jeszcze bardziej wszechstronny niż wspomniany Artur Jędrzejczyk. Grywał na każdej formacji, od ataku, przez pomoc, po obronę. W reprezentacji trener Wojciech Łazarek ustawiał go właśnie na lewej stronie defensywy. Jego pierwszym wyborem był jednak Dariusz Wdowczyk, przez co Cisek w reprezentacji wystąpił jedynie 12 razy.
Drugą linię otwiera pomocnik, który dorobił się pseudonimu Atmosferić. Sławomir Peszko został tak ochrzczony przez kibiców, którzy nie mieli wątpliwości, że zostaje powoływany do kadry Adama Nawałki tylko po to, by robić atmosferę. Jest bohaterem zdjęć, które słychać.

Inni podejrzewali, że obecność w reprezentacji zawdzięcza przyjaźni z Robertem Lewandowskim. Być może w jednym i drugim przypuszczeniu jest co najmniej ziarenko prawdy, jednak nie ulega wątpliwości, że większość powołań otrzymał za to, jak prezentował się na boisku. W Lechu Poznań był motorem napędowym w drodze po Mistrzostwo Polski w 2010 roku, a później z powodzeniem grywał w 1. i 2. Bundeslidze w barwach Kolonii. Z uwagi na swój krewki charakter został wykluczony z kadry przez Franciszka Smudę, przez co ominęły go Mistrzostwa Europy w 2012 roku. Kibice są mu wdzięczni przede wszystkim za gola w wyjazdowym starciu przeciwko Irlandii w eliminacjach Euro 2016. Co ciekawe tylko dwa z 44 meczów w narodowych barwach rozegrał w pełnym wymiarze czasowym.
Mózgiem drużyny zostaje Leszek Pisz, według wielu posiadacz najlepiej ułożonej nogi w historii Legii Warszawa. Gdy podchodził do rzutów wolnych, bramkarze rywali drżeli tak, jakby ustawiał piłkę na jedenastce. Grą klubu z Łazienkowskiej dyrygował nie tylko na krajowym podwórku, ale i w Lidze Mistrzów w sezonie 1995/96. Niestety, nigdy nie znalazł należytego uznania w oczach reprezentacyjnych trenerów. Szkoda, bo piłkarzem był wybitnym, a i jego kariera mogła być jeszcze bardziej owocna dzięki występom w kadrze.
Na lewej stronie, z konieczności, nominalny defensywny pomocnik, Łukasz Trałka. Nigdy nie mówiło się o tym, że na dłużej zagości w kadrze narodowej. Szczyt swojej formy uzyskał po trzydziestce, a wówczas zniknął już z radarów selekcjonerów. Wcześniej uzbierał w reprezentacji siedem występów, z czego trzy zawdzięcza słynnym, zimowym zgrupowaniom polskich ligowców.
Zdecydowanie najsolidniej wygląda formacja ofensywna. Zacznijmy od człowieka orkiestry, Wacława Kuchara. O tej wielkiej i interesującej postaci opowiem znacznie więcej przy innej okazji, dzisiaj zaledwie kilka informacji w telegraficznym skrócie. Wszechstronność i sportowe zacięcie sprawiło, że legenda Pogoni Lwów reprezentowała Polskę nie tylko w piłce nożnej, ale i w hokeju na lodzie, łyżwiarstwie oraz lekkoatletyce.

fot. nac.gov.pl

Czterokrotny Mistrz Polski w barwach swojej ukochanej Pogoni sięgał też po mistrzostwa kraju w biegu na 800 metrów, biegu ma 400 i 110 m przez płotki, skoku wzwyż, trójskoku i dziesięcioboju. Na arenie piłkarskiej niezmierzoną przyjemność sprawiało mu strzelanie goli. Powiedział nawet:

Okropnie lubiłem trafiać do bramki. I w ogóle wygrywać.

Ponadto brał aktywny udział w I Wojnie Światowej, m.in. broniąc Lwowa w wojnie polsko-ukraińskiej.
Obok Kuchara kolejna wielka klubowa legenda, tym razem Cracovii, Józef Kałuża. Zawodnik słynący ze znakomitego prowadzenia piłki, nazywanego w jego czasach wózkowaniem, zachwycał publikę wszędzie tam, gdzie tylko się pojawił. Kibice, którzy pamiętali jego poczynania z futbolówką, stwierdzili, że dopiero w latach 80. światu ukazał się zawodnik, do którego można by porównać Kałużę. Był nim Diego Maradona, przez co pojawił się slogan: Józef Kałuża – Maradona z Podgórza. Już podczas kariery mocno fascynowały go smaczki taktyczne, co sprawiło, że został później trenerem. Reprezentacje Polski prowadził na Igrzyskach Olimpijskich w 1936 roku oraz na Mundialu 1938. Zmarł w 1944 roku na zapalenie opon mózgowych. Niespełna rok później pojawiło się lekarstwo z penicyliną, które mogłoby pomóc w walce z chorobą. Przed śmiercią pisał podręcznik do nauki taktyki piłkarskiej, który niestety zaginął, zatem nigdy nie został wydany.
Gdy wspominamy zwycięski remis na Wembley z 1973 roku, najczęściej wymieniamy nazwiska dwóch zawodników – Jana Tomaszewskiego i Jana Domarskiego. Ten pierwszy bronił, a ten drugi strzelał. Obaj rok później pojechali na Mistrzostwa Świata do RFN, jednak poważną rolę na tym turnieju odegrał jedynie ten pierwszy. To, że napastnik czempionat przesiedział na ławce było zaskoczeniem nawet dla Andrzeja Szarmacha, który zajął, wydawałoby się, należne Domarskiemu miejsce w pierwszym składzie. Jak doskonale wiemy, trenerski nos Kazimierza Górskiego nie zawiódł. Z uwagi na fakt, że w połowie lat 70. XX wieku dysponowaliśmy znakomitymi napastnikami, a dodatkowo po ciężkiej kontuzji do kadry wrócił Włodzimierz Lubański, mecz na wodzie przeciwko Niemcom Zachodnim był dla bohatera z Wembley ostatnim występem w Biało-Czerwonych barwach. Został zatem zapamiętany głównie przez pryzmat gola dającego nam awans na historyczny Mundial.

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *