ON TOUR: Islandia. W poszukiwaniu następców Gudjohnsena

Islandia. Kraj gejzerów, wodospadów, wód termalnych i przepięknych krajobrazów. Będąc na tej cudownej wyspie, we wrześniu 2017 roku, nie omieszkaliśmy sprawdzić poziomu tamtejszej ligi i wybraliśmy się na obiekt pierwszego mistrza kraju, Knattspyrnufélag Reykjavikur, na mecz z Knattspyrnufélag Akureyrar. Dlaczego w reprezentacji Islandii, liczącej się od kilku lat w europejskim futbolu, na próżno szukać piłkarzy z Pepsideild? Jaka otoczka towarzyszy ligowym spotkaniom? Jak bardzo Islandczycy kochają piłkę nożną? Co sprawiło, że drużyna narodowa zmieniła się z brzydkiego Kopciuszka w piękną damę na salonach? Sprawdźcie relację.

Nieustanny rozwój

Ciężko to sobie wyobrazić, ale jeszcze 15 lat temu na Islandii istniało zaledwie 5 pełnowymiarowych boisk ze sztuczną murawą i 7 małych obiektów, będących ubogimi wersjami naszych orlików. Surowość klimatu mogła sugerować, że sprawy miały się znacznie lepiej, jeśli chodzi o zadaszone hale sportowe. Nic z tego, w 2002 roku w kraju nie było ani jednej piłkarskiej hali! Liczby szokują, a jeśli weźmiemy pod uwagę, że pomysł związany ze szkoleniem młodzieży od podstaw narodził się pod koniec XX wieku, możemy łatwo wywnioskować, że w poprzednich latach było jeszcze gorzej. Priorytetem Islandzkiego Związku Piłki Nożnej (Knattspyrnusamband Íslands) była budowa kilkunastu całorocznych, pełnowymiarowych boisk oraz hal sportowych. Ponadto każda szkoła miała posiadać na swoim terenie mały obiekt do gry w piłkę. Plany weszły w życie błyskawicznie. Związek co roku oddawał do użytku futbolowe kompleksy, dzięki czemu liczby prezentują się dzisiaj znacznie lepiej. Islandia posiada około 30 otwartych boisk, z których można korzystać przez cały rok, 15 hal z pełnowymiarową murawą i ponad 150 małych obiektów do piłki nożnej. Jeśli dodamy do tego bardzo powszechne budynki wyposażone w sale ze znakomicie przygotowaną nawierzchnią, możemy zacząć wierzyć tym, którzy uważają, że Islandia posiada najlepszą na świecie, całoroczną infrastrukturę piłkarską. Z uwagi na występujące przez większą część roku bardzo niskie temperatury powietrza, silny wiatr i obfite opady deszczu lub śniegu, bardzo chętnie korzysta się z zadaszonych, ocieplanych obiektów. Awans reprezentacji U-21 na Mistrzostwa Europy w 2011 roku był ogromną niespodzianką dla niemal całego futbolowego świata. Drużynę okrzyknięto mianem “indoor kids”. Wielu zawodników z tego zespołu, poznających piłkarskie abecadło właśnie w halach, stanowiło trzon jednej z największych niespodzianek Euro 2016. To właśnie oni są teraz wielką inspiracją dla dzieciaków, marzących, by w przyszłości być taką ikoną islandzkiej piłki, jaką jest obecnie Eidur Gudjohnsen.

fot. fourfourtwo.com

Państwo stwarza znakomite warunki rozwoju. Każda szkoła wyposażona jest w salę do gry. Bardzo ważną kwestią jest fakt, że z każdego boiska i hali wszyscy mogą korzystać bezpłatnie, co jeszcze bardziej zachęca do gry. Młodzi adepci futbolu mają do dyspozycji ponad 800 trenerów legitymujących się licencją co najmniej UEFA B. Co ważne, tacy szkoleniowcy prowadzą zajęcia dla dzieci w wieku nawet sześciu lat, co bardzo pozytywnie kształtuje głowy i nogi przyszłych piłkarzy.

Sport narodowy

Nasza islandzka eskapada trwała od piątku do poniedziałku (15-18.09.17 r.). Postawienie na ideę gry w zamkniętych pomieszczeniach doskonale widać spacerując po Reykjaviku, stolicy i zdecydowanie największym mieście Islandii. Mijaliśmy kilka otwartych, różnorakich boisk, jednak ciężko było znaleźć na nich dzieciaki kopiące w piłkę. Jedynie w poniedziałkowe przedpołudnie przy jednej ze szkół można było dostrzec mecz rozgrywany przez ~9-latków. U nas na lekcjach wychowania fizycznego na pewno by to nie przeszło. Temperatura powietrza wynosiła 10 stopni Celsjusza, a odczuwalna była jeszcze niższa, bo wiał porywisty wiatr. Mieszkańcom wyspy takie warunki nie przeszkadzają. Wielu Islandczyków przyznaje, że to właśnie wiatr, towarzyszący im od narodzin, kształtuje ich charakter i szlifuje wytrzymałość. Dzięki temu, że niemal przez całe życie mają “pod wiatr”, znajdują rozwiązania w trudnych sytuacjach i z jeszcze większym zapałem dążą do osiągnięcia celu. Uwagę zwraca duża liczba biegaczy. Śmiem stwierdzić, że w weekendowe poranki na ulicy znacznie łatwiej trafić na biegacza niż osobę spacerującą. Islandczycy od lat znajdują się w czołówkach światowych rankingów dotyczących prowadzenia zdrowego i sportowego trybu życia.
Czy piłka nożna stała się już sportem narodowym na tej mroźnej wyspie? Ciężko jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Na pewno jest w czołówce najpopularniejszych i najchętniej uprawianych dyscyplin sportowych. Na ścianach kawiarni nieopodal Geysir, pola geotermalnego położonego 100 km na wschód od Reykjaviku, znajduje się całkiem okazała wystawka dotycząca wrestlingu.

Materiały sugerują, że to właśnie zapasom należy się miano najpopularniejszej dyscypliny w kraju. Mają one jednak co najmniej kilkadziesiąt lat, sprawy już dawno uległy zmianie. Umówmy się też, że w mało którym państwie najbardziej kocha się sporty indywidualne. Jadąc przez wyspę, bardzo łatwo można dostrzec wiele osób grających w golfa. To właśnie golf jest obecnie najbardziej popularną dyscypliną jednostkową. Jeśli chodzi o sport narodowy na Islandii, musi ustąpić miejsca piłce nożnej i ręcznej. Która z nich jest bardziej popularna? Nie będę szperać po internecie, by czytać opinie i fora, które mogą być nieobiektywne w rozstrzygnięciu tej zagadki. Napiszę tylko, że podczas ubiegłorocznego Euro za drużyną Larsa Lagerbäcka podróżowało do Francji kilka tysięcy kibiców. W tym samym roku w Polsce rozgrywane były Mistrzostwa Europy w piłce ręcznej. Reprezentacja Islandii była jednym z faworytów do końcowego triumfu. Wówczas do naszego kraju przyleciało zaledwie kilkuset fanów znad Reykjaviku. Będąc na Islandii i napotykając na swojej drodze przeróżne sklepy z pamiątkami, z emblematów sportowych zauważałem jedynie odzież piłkarską. A to też o czymś świadczy.

Zakochani w Premier League?

Znakomita książka Futbonomia (recenzja) głosi, że Islandczycy kochają Premier League. Mało tego, autorzy stwierdzają, że każdy z nich ma swoją ulubioną drużynę z ligi angielskiej. W niedzielne popołudnie miałem niebywałą okazję, by to sprawdzić. Mecz Chelsea – Arsenal powinien przyciągnąć przed telewizory całe rzesze kibiców. Przemierzając uliczki Reykjaviku, sprawdzałem, jak bardzo oblegane są puby i bary. Wierząc w słowa Simona Kupera i Stefana Szymańskiego, autorów Futbonomii, spodziewałem się tłumów. No i trochę się rozczarowałem. Być może mieszkańcy Islandii preferują oglądanie meczów w domowym zaciszu, bo knajpy świeciły pustkami. Dość powiedzieć, że w jednym z najbardziej zatłoczonych pubów, w którym cena piwa była, jak na tamtejsze realia, bardzo niska, nie było problemu zasiąść przy 7-osobowym stoliku. Wyświetlano dwa spotkania – Chelsea-Arsenal i Milan-Udinese. Na zdecydowanej większości telewizorów leciały Derby Londynu. W lokalu znaleźli się ludzie, których znacznie bardziej interesował pojedynek z Serie A. Większość stolików była zajęta przez pojedynczych obserwatorów. Wydaje się, że ich celem było zimne piwo, bo większość bez większego entuzjazmu spoglądała na ekrany telewizorów, a po opróżnieniu kufla, opuszczała pub.

Kibice nie reagowali zbyt żywiołowo na boiskowe poczynania. Nie widać było po nich przywiązania z jedną lub drugą drużyną. W pomieszczeniu znajdował się tylko jeden fanatyk ubrany w barwy Chelsea.

#MatchDay

Na wstępie napisałem o błyskawicznym rozwoju piłki nożnej na wyspie i sukcesach reprezentacji. Znacznie gorzej ma się póki co futbol klubowy. System rozgrywek ligowych podzielony jest na pięć poziomów. W 2017 roku w zmaganiach bierze udział w sumie 79 drużyn. Każdy sezon rozgrywany jest w trybie wiosna – jesień. Obecnie na Islandii zarejestrowanych jest 20 tys. piłkarzy, co stanowi około 6% całej populacji. Najwyższa klasa rozgrywkowa, Úrvalsdeild, powszechniej znana jako Pepsideild, nadal jest półzawodowa. Zawodnicy pobierają w klubach wynagrodzenia, ale jednocześnie wykonują inne zawody. Dzięki zainwestowaniu państwa w infrastrukturę, mogą trenować przez cały rok, a nie tylko w sezonie, jak miało to miejsce jeszcze 20 lat temu. Wówczas zespoły miały wielki problem, by w okresie zimowym grać w piłkę. W rozgrywkach klubowych na próżno szukać gwiazd. Niemal każdy islandzki chłopak, który ma predyspozycje do gry na solidnym poziomie, zostaje zgarnięty przez kluby ze znacznie mocniejszych lig. Duże zainteresowanie juniorami z mroźnej wyspy wykazują przede wszystkim działacze z Wielkiej Brytanii, Holandii i krajów skandynawskich. Nie ma co się dziwić, że w kadrze na Euro 2016 nie było żadnego przedstawiciela Pepsideild.

tab. Wikipedia

Mecz, na który się wybraliśmy, odbył się na stadionie Knattspyrnufélag Reykjavíkur, najstarszego i najbardziej utytułowanego klubu z Islandii. Przeciwnikiem gospodarzy była drużyna z północnej części kraju, Knattspyrnufélag Akureyrar. Zapowiadało się całkiem nieźle. Na trzy kolejki przed końcem sezonu jedni i drudzy zachowywali szansę na zajęcie miejsca premiowanego eliminacjami do Ligi Europy, choć jednocześnie… goście drżeli o ligowy byt.

tab. livesports.pl

Na stadion dotarliśmy nieco ponad godzinę przed meczem i z wielkim spokojem mogliśmy na niego wejść. Bramki otwarte, zero ochrony. Na murawie dostrzegliśmy spacerujących piłkarzy. Bez problemu dostaliśmy się w okolice tuneliku prowadzącego z szatni na murawę, a następnie w okolice obiektów treningowych. Z kameralnym stadionem, mogącym pomieścić 2800 osób, sąsiadują dwa duże boiska treningowe, jeden z naturalną, a drugi ze sztuczną nawierzchnią.

Po wstępnych oględzinach opuściliśmy teren obiektu, by udać się na pobliskie wybrzeże. Gdybyśmy zostali, prawdopodobnie obejrzelibyśmy mecz za darmo. Po powrocie na bramce czekał już ochroniarz, sprawdzający wejściówki. Bilety w cenie 2000 ISK (~68 zł) można zakupić w kasie stadionu. Nie są dedykowane pod konkretny mecz. Wydaje mi się, że stanowią coś w rodzaju cegiełek, które po zakupie można wykorzystać na dowolne spotkanie KR w lidze. Na obiekt można wnieść cokolwiek, bowiem wspomniany ochroniarz w ogóle nie sprawdza zawartości kieszeni, plecaków, itp.

Stadion nadal świecił pustkami. Do meczu pozostało około pół godziny, więc udaliśmy się do budynku klubowego, gdzie można zjeść burgera i wypić piwo. Koszt zestawu – 2000 ISK. Samo piwo w cenie 700 ISK (~23 zł). Było jednak całkiem niezłe i, w porównaniu z browarem na polskich stadionach, mocne – 4,5%. W restauracji znajduje się duży telewizor, na którym kibice oglądali starcie Manchesteru United z Evertonem. Na ścianach i w gablotkach wiszą różnorakie pamiątki i trofea zdobyte przez KR Reykjavik. Jednym z eksponatów jest proporczyk ze sparingowego meczu z Liverpoolem, rozegranego w sierpniu 1984 r. Towarzyskie starcie zorganizowano z okazji 20. rocznicy dwumeczu w pierwszej rundzie Pucharu Europy z sezonu 1964/65, zakończonego rezultatami 1:6, 0:5.

Starcie KR Reykjavik – KA Akureyri zgromadziło około 1500 kibiców. Wśród nich co najmniej 5 Polaków. Oprócz mnie i moich dwóch towarzyszy podróży, na spotkanie pofatygowało się dwóch przybyszy z naszego kraju, którzy całkiem przypadkowo usiedli rząd nad nami. Na obiekcie nie ma sektora dla przyjezdnych, którzy w liczbie około 40-50 osób zajęli miejsce po prawej stronie trybuny. Atmosfera typowo piknikowa. Cisza, spokój, wrzawa po stworzeniu przez piłkarzy dogodnej sytuacji i kilka okrzyków przypominających doping. Pomimo znacznej przewagi liczebnej gospodarzy, na obiekcie można było dostrzec więcej szalików, czapek i koszulek w barwach przyjezdnych. Catering? Oprócz hamburgerów w budynku klubowym, do dyspozycji jest mała budka serwująca liczne batoniki, chipsy, hot-dogi i pizzę.

Porównując poziom tego meczu do poziomu polskiego futbolu, zgodnie stwierdziliśmy, że dalibyśmy się namówić, jeśli ktoś starałby się nas przekonać, że oglądaliśmy pojedynek średniaków naszej II ligi. Jedni i drudzy grzeszyli wyszkoleniem technicznym. Wykopywanie na oślep, szukanie dziwnych rozwiązań, nieudane wykonywanie piłkarskich sztuczek i niezwykle nieprecyzyjne przyjęcia piłki biły po oczach regularnie.

Przyczepić trzeba się również do sędziowania. Spotkanie prowadził arbiter wyposażony w całkiem solidnych rozmiarów brzuszek i ewidentnie gubił się w swojej pracy. Sięgał po gwizdek zazwyczaj wtedy, gdy usłyszał krzyk faulowanego lub symulującego zawodnika. W doliczonym czasie gry piłkarze KR Reykjavik zdobyli gola. Na trybunach zapanowała radość, jednak nie trwała zbyt długo. Arbiter główny został wezwany przez swojego asystenta i stwierdzili, że wcześniej był spalony i bramki nie uznali. Chwilę później rozległ się ostatni gwizdek, po którym znacznie bardziej zadowoleni byli goście.

Mogę śmiało stwierdzić, że poziom ligi islandzkiej jeszcze kuleje. Słowo “jeszcze” powinienem napisać z podkreśleniem, bo zapewne i on zostanie niebawem podniesiony na wyższy poziom. Co ważne, Islandczycy już teraz stają się inspiracją dla innych narodów. Władze piłkarskie Wysp Owczych nie biorą przykładu z Niemiec, Włoch, Argentyny, Brazylii czy innej światowej potęgi piłki kopanej. Dla nich wzorem, jeśli chodzi o futbolową strategię, jest właśnie mroźna wyspa.

Poniżej prezentujemy filmik, który stanowi swoiste uzupełnienie niniejszego tekstu. Zachęcam do oglądania i subskrybowania naszego kanału (KLIK!).

Lars Lagerbäck często powtarzał, że nigdzie nie spotkał tak pracowitych i żądnych wiedzy piłkarzy jak na Islandii. Pracowitość i systematyczność jest cechą całego narodu. Jeszcze w latach 30.-40. poprzedniego wieku Islandia była jednym z najbiedniejszych państw na świecie. Wystarczyło zaledwie kilkadziesiąt lat, by jej gospodarka rozwinęła się na tyle prężnie, by równać się z najpotężniejszymi. Piłkarska reprezentacja tego kraju potrzebowała nieco ponad dekady, by z brzydkiego Kopciuszka stać się piękną księżniczką na salonach. Patrząc na dynamikę rozwoju i coraz większe perspektywy, możemy być pewni, że za kilkanaście lat Islandia będzie wymieniana w wąskim gronie największych faworytów do zwycięstwa w Mistrzostwach Świata i Europy. Być może dziś brzmi to dla wielu jak kiepski żart, ale naprawdę ciężko szukać podstaw, by w to nie wierzyć.

fot. wyr. abc.net.au
Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *