Reprezentacja Polski i jej dziwne przypadki

Reprezentacja Polski dostarcza nam wielkich emocji. Jesteśmy dumni po zwycięstwach, a każdą porażkę tygodniami rozkładamy na czynniki pierwsze. Reprezentacja to nie tylko zwycięstwa i porażki, ale i cała otoczka im towarzysząca. Otoczka, która czasami bywa zaskakująca.

Zapewne doskonale pamiętacie bezsensowne, zazwyczaj zimowe zgrupowania. Do mocno egzotycznych miejsc udawała się kadra złożona z reguły z ekstraklasowych ligowców. W styczniu 1981 roku reprezentacja poleciała się do Japonii. Problem w tym, że mało kto chciał lecieć na zakontraktowane przez PZPN… cztery mecze towarzyskie z gospodarzami. Nie poleciał nawet trener Antoni Piechniczek, zatem zastąpił go Waldemar Obrębski, który zabrał ze sobą mocno eksperymentalną drużynę. Tacy zawodnicy jak Marek Chojnacki, Roman Geszlecht, Jarosław Nowicki, Krzysztof Frankowski, Witold Sikorski, Henryk Janikowski, Janusz Stawarz czy Krzysztof Kajrys zaliczyli wtedy swoje jedyne występy z Orzełkiem na piersi, a że FIFA uznała starcia za oficjalne, mogą poszczycić się mianem pełnoprawnych reprezentantów.

  • 25.01.1981 r. Japonia – Polska 0:2 (Buda 9′, Nowicki 29′)
  • 27.01.1981 r. Japonia – Polska 2:4 (Hasegawa 14′, Hashiratani 40′ – Kajrys 17′, Janikowski 32′, 81′, Baran 87′)
  • 30.01.1981 r. Japonia – Polska 1:4 (Maeda 11′-k. – Walczak 3′, Buda 5′, Baran 44′, Budka 68′)
  • 1.02.1981 r. Japonia – Polska 0:3 (Pękala 39′, Sugamata 83′ (sam.), Okoński 88′)

Trener Obrębski w roli selekcjonera wykręcił świetne statystyki – cztery mecze, cztery zwycięstwa. I to wszystko w ciągu ośmiu dni!


Obejrzyj na kanale nabramkepl w serwisie YouTube!

Gdy o reprezentacji robi się głośno, od razu do naszych piłkarzy i trenerów spływają najróżniejsze oferty reklamowe. Uczestnicy Mundialu 2002 zaprezentowali się na zupkach Knorra, Kamil Grosicki robił zakupy w Żabce, a Franciszek Smuda powoływał Adamiakową. Dziwi mnie, że po ogłoszeniu przez Pawła Janasa składu na Mistrzostwa Świata w Niemczech większej furory nie zrobiła reklama Etopiryny. Moim zdaniem była mocno trafiona. W głównej roli wystąpił Tomasz Kłos, jeden z tych, których nieobecność w kadrze była największą niespodzianką. Defensor został twarzą hasła: „Serce boli, głowa nie”.

Drugim meczem pod wodzą Jerzego Engela był sparing z Francuzami na Stade de France. Trener skorzystał z 16 zawodników, w tym aż z siedmiu Tomaszów: Kłosa, Wałdocha, Iwana (od pierwszej minuty), Hajty, Wieszczyckiego, Kiełbowicza i Rząsy (weszli z ławki). Co jeszcze ciekawsze, po przeprowadzeniu w drugiej połowie zmian, w jednej chwili o dobry wynik walczyło na boisku aż sześciu Tomaszów, którzy stanowili zatem ponad połowę naszej ekipy.

Jan Loth w latach 20. poprzedniego wieku bronił barw Polonii Warszawa. Był niesamowicie wszechstronnym sportowcem, o czym świadczy m.in. wicemistrzostwo Polski w skoku wzwyż oraz rekord kraju w sztafecie 4×400 metrów. W reprezentacji wystąpił pięć razy. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że trzykrotnie jako bramkarz, a dwa razy jako… napastnik.

Przed Mundialem 1974 piłkarze Kazimierza Górskiego mogli wybrać numery na koszulkach. I tak na przykład Deyna wziął “9”, Lato “7”, a Gadocha “10”. Cóż z tego, skoro PZPN wysłał listę piłkarzy, przy których widniały dwa numery – liczba porządkowa i ta z koszulki. FIFA wzięła pod uwagę te pierwsze, a że zawodnicy byli rozpisani wg pozycji, Tomaszewski bronił z “2”, Żmuda rozbijał ataki rywali z “9”, Deyna rządził w środku pola z “12”, a Lato został królem strzelców z “16”.

Dziś polskie stadiony robią wrażenie na piłkarzach i kibicach na całym świecie. W przeszłości nasza kadra mecze w roli gospodarza rozgrywała na bardzo ciekawych obiektach w dość nietypowych miejscowościach. Wiadomo, ktoś kiedyś komuś coś obiecał, chciał się za coś zrewanżować, więc Biało-Czerwoni gościli w takich miastach jak np. Iława, Jastrzębie-Zdrój czy Słupsk. Ewenementem jest jednak starcie z Litwą z 1993 roku, które odbyło się w Brzeszczach. Jednym z nielicznych, którzy mile wspominają to spotkanie jest zapewne Piotr Świerczewski, który zdobył wówczas swoją jedyną bramkę w narodowych barwach.

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *