Królowie strzelców i rekordziści Ekstraklasy. Pohl, Brychczy, Cieślik, Frankowski, Wilimowski i inni!

Za nami 85 sezonów Ekstraklasy. W tym czasie z wywalczenia korony Króla Strzelców cieszyło się 68 zawodników. Przyjrzyjmy się kilkunastu ciekawym, przynajmniej moim zdaniem, faktom dotyczącym najlepszych strzelców naszej ligi.

Najmłodszym goleadorem pośród tych najlepszych jest Ernest Wilimowski. W momencie zakończenia sezonu 1934 legenda Ruchu Chorzów, która zaliczyła wówczas 33 ligowe trafienia, miała zaledwie 18 lat i 148 dni.

Obejrzyj na kanale nabramkepl w serwisie YouTube:

Ezi jest najlepszy w kilku innych statystykach. Na zdobycie 112 goli potrzebował zaledwie 86 meczów, co daje wyśmienitą średnią 1,3 gola na mecz. Również do niego należy rekord największej liczby bramek w jednym meczu. 21 maja 1939 roku do Chorzowa przyjechał Union-Touring Łódź i został skaleczony przez napastnik aż 10 razy. Do dzisiaj niektórzy złośliwi mówią, że ów rekord jest wymysłem śląskich dziennikarzy, którzy celowo przypisywali trafienia Wilimowskiemu. Pamiętajmy, że przez bardzo długi czas kwestię tego, kto wpisał się na listę strzelców, rozstrzygali właśnie dziennikarze i to na podstawie ich relacji było wiadomo, kto trafiał do siatki. Po tym co snajper Ruchu wyprawiał z piłką, nie ma podstaw, by nie wierzyć, że przeciwko Łodzianom ustrzelił dyszkę. Dziś wiele sportowych źródeł podaje, że „Ezi” zdobył nie 112, a 117 goli w Ekstraklasie. Swoje dane opierają na publikacji pana Andrzeja Gowarzewskiego, który w przedwojennej prasie doszukał się ponoć kolejnych pięciu trafień napastnika. Nie wiadomo jednak, w jakich meczach i czyj dorobek bramkowy w związku z tym powinniśmy zredukować. Podsumowując – póki co nie ma solidnych podstaw, by sądzić, że Wilimowski zdobył więcej niż 112 goli. Nie ulega wątpliwości, że był jednym z najlepszych polskich zawodników w historii i aż żal, że jego świetnie zapowiadającą się karierę przerwał wybuch II Wojny Światowej. W niedokończonym sezonie 1939 nie wyłoniono Mistrza Polski i tak de facto ciężko mówić o najlepszym strzelcu sezonu, a jedynie jego rozegranej części. Aż strach pomyśleć, jaki wynik wykręciłby Wilimowski, który do przerwania rozgrywek wystąpił w 13 meczach, w których strzelił 26 goli.

Zdobywca 4 trafień w starciu przeciwko Brazylii na Mistrzostwach Świata 1938 podczas okupacji kilka razy wystąpił w reprezentacji III Rzeszy, przez co w wielu kręgach został uznany za zdrajcę. Do Polski nie wrócił już nigdy, bo jak sam stwierdził, bał się reakcji rodaków. Fritz Walter, legenda niemieckiej piłki nożnej, w takich słowach opisał Eziego:

„Wilimowski to chyba jedyny piłkarz na świecie, który zdobywał więcej bramek niż miał szans”.

Ciężko o lepszą laurkę dla napastnika.

Był najmłodszy, zatem pora na najstarszego. W 2011 roku korona Króla Strzelców wylądowała na głowie Tomasza Frankowskiego, który w momencie zakończenia sezonu 2010/11 liczył sobie 36 lat i 286 dni. Franek łowca bramek przez lata był wizytówką Ekstraklasy, w której zdobył w sumie 167 goli, co daje mu czwarte miejsce w klasyfikacji najlepszych strzelców w historii naszej ligi. Nie dało się go nie lubić. Wielką sympatią darzyli go nie tylko kibice Wisły Kraków i Jagiellonii Białystok, ale także fani innych klubów, pamiętający choćby jego znakomite mecze w eliminacjach do Mistrzostw Świata 2006. Niestety, po życiu piłkarskim wybrał życie polityka, przez co spora część sympatii przeobraziła się w szczerą niechęć. Frankowski jest współrekordzistą w liczbie wywalczonych tytułów Króla Strzelców (1998/99, 2000/01, 2004/05, 2010/11). Sięgał po nie cztery razy, tyle samo co Kazimierz Kmiecik (1975/76, 1977/78, 1978/79, 1979/80) i Włodzimierz Lubański (1965/66, 1966/67, 1967/68, 1968/69).
Wyczyn Lubańskiego ma o tyle głośniejszy wydźwięk, że dokonał tego w ciągu czterech kolejnych sezonów. Trzy razy z rzędu najlepszymi strzelcami byli natomiast Teodor Anioła (1949, 1950, 1951) i wspomniany wcześniej Kmiecik.
Dwa razy zdarzyło się, że najlepszymi strzelbami w jednym sezonie dysponowało aż trzech zawodników. W rozgrywkach 1963/64 po 18 goli strzelili Lucjan BrychczyJózef GałeczkaJerzy Wilim. 34 lata później na kartach historii w podobny sposób zapisali się Arkadiusz Bąk, Sylwester CzereszewskiMariusz Śrutwa. Każdy z nich zdobył po 14 trafień. Józef Gałeczka większość ze swoich 98 ligowych trafień zdobył po strzałach głową, pomimo faktu, że mierzy zaledwie 166 cm wzrostu.
Najprawdopodobniej siedmiokrotnie tytuł najlepszego strzelca ligi dzierżyło dwóch zawodników. Powiedziałem najprawdopodobniej, bo nie do końca jasna jest liczba bramek zdobytych przez Henryka Reymana w sezonie 1928. Oficjalnie Królem Strzelców został wtedy Ludwik Gintel z Cracovii, autor 28 goli, a legenda Wisły trafiała wówczas 27-krotnie. Istnieją jednak źródła, które wprowadzają pewne nieścisłości. Zgodnie z nimi liczba bramek Reymana waha się pomiędzy 27 a 31. W związku z tym, wedle ów źródeł, istnieje prawdopodobieństwo, że to on zdobył najwięcej goli, a być może tyle samo co Gintel. Trzymajmy się jednak oficjalnych, potwierdzonych informacji. Reymanowi nikt nie odbierze natomiast tego, że to on został pierwszym Królem Strzelców w historii Ekstraklasy i zdobył w jednym sezonie najwięcej goli. W dziewiczych rozgrywkach naszej ligi na listę strzelców wpisał się aż 37 razy. Przy obecnej kondycji naszej piłki klubowej wydaje się, że ten rekord raczej nieprędko zostanie pobity.
Pora skupić się na trójce, która ma na swoim koncie najwięcej trafień. Ernest Pohl pokonywał ligowych bramkarzy aż 186 razy. 43-krotnie uczynił to w barwach Legii Warszawa, a 143-krotnie w barwach Górnika Zabrze.

I to właśnie w Zabrzu jest znacznie milej wspominany. Ślązak z krwi i kości, którego imię nosi obecnie stadion w Zabrzu, sięgał po koronę króla strzelców w sezonach 1954, 1959 i 1961. Jego ulubionymi przeciwnikami bez wątpienia były Wisła Kraków i Łódzki Klub Sportowy, przeciwko którym zdobył po 17 trafień. Nigdy nie było tajemnicą, że lubi zaglądać do kieliszka. Na uszczypliwe komentarze osób, które wypominały mu zamiłowanie do alkoholu, odpowiadał:

„Ernest pije, ale Ernest gro”.

Wiceliderem w rankingu najlepszych strzelców Ekstraklasy jest Lucjan Brychczy, który ma na koncie o cztery trafienia mniej od Pohla. Warto jednak podkreślić, że wszystkie zdobył dla jednego klub i, co logiczne, jest pod tym względem rekordzistą ligi. W ramach ciekawostki dodam, że legenda Legii Warszawa wykonała pierwszy kontakt z piłką na stadionie Camp Nou w Barcelonie. 24 września 1957 roku podczas oficjalnego otwarcia katalońskiego giganta, Blaugrana mierzyła się z reprezentacją Warszawy. Mecz rozpoczęli Polacy, a dokładniej rzecz ujmując, właśnie Lucjan Brychczy. Starcie zakończyło się zwycięstwem gospodarzy 4:2.
Podium zamyka Gerard Cieślik. Tak samo jak Brychczy, gole zdobywał tylko dla jednego klubu. Trafień dla Ruchu Chorzów mógł mieć znacznie więcej niż 168, jednak przeszkodziły mu w tym dwie sprawy. Pierwszą była oczywiście II Wojna Światowa, przez którą rozgrywki Ekstraklasy wznowiono dopiero w 1948 roku. Drugą sprawą było przedwczesne zakończenie kariery. Podczas swojego ostatniego sezonu w barwach Niebieskich miał 32 lata i dopiero po raz drugi w karierze zdarzyło mu się, by zdobył jednocyfrową liczbę ligowych goli. Stwierdził, że najwyższa pora zejść ze sceny i dać się wykazać młodszym. Zabawna i jednocześnie honorowa historia przydarzyła mu się w sezonie 1953 podczas starcia z Legią. Wyszedł sam na sam z bramkarzem i będąc 20 metrów od bramki, poczuł, jak obrońca szarpie i rozrywa mu spodenki. A że nie miał nic pod nimi postanowił odkopnąć piłkę i jak najszybciej zbiec do szatni po nowe odzienie. Gdy wrócił na murawę, powitały go gromkie brawa. Po spotkaniu podszedł do niego sędzia i zapytał, dlaczego nie zlekceważył tej sytuacji i nie uderzył na bramkę. Cieślik odparł:

„Panie sędzio, za wszelką cenę bramek nigdy nie chciałem zdobywać. Wszędzie są jakieś granice przyzwoitości”.

Teraz takie luźne spostrzeżenie. Statystyki pokazują, że aby zostać Królem Strzelców Ekstraklasy, najlepiej urodzić się w listopadzie. Spośród 68 zawodników, aż 10 przyszło na świat właśnie w przedostatnim miesiącu roku. Na przeciwległym biegunie mamy marzec i maj, w których urodziło się po trzech najlepszych strzelców. Co ciekawe, jeden ze snajperów urodził się 29 lutego. To Marek Leśniak, Król Strzelców sezonu 1986/87.
Na koniec przyjrzyjmy się przynależności klubowej naszych najlepszych snajperów. Aż 19-krotnie po koronę Króla Strzelców sięgali zawodnicy Wisły Kraków. Po 11 razy najskuteczniejsi okazali się piłkarze Lecha Poznań i Legii Warszawa.

W każdy piątek na facebooku, instagramie i twitterze pojawiają się grafiki ze statystykami królów strzelców Ekstraklasy. Jeśli jesteście nimi zainteresowani, serdecznie zapraszam was na social media nabramkepl.

Ponadto, jeśli lubicie dyskutować na temat Ekstraklasy, serdecznie zachęcam Was do dołączenia do nowej facebookowej grupy: Ekstraklasa – historia, nowiny, ciekawostki [klik!].

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *