Bramkarze z golem w Ekstraklasie

Wszyscy doskonale wiemy, że rzadko, bo rzadko, jednak zdarza się, że na listę strzelców wpisują się bramkarze. W historii Ekstraklasy miało to miejsce dotychczas 10 razy.

Pionierem w tym aspekcie był występujący w Podgórzu Kraków Mieczysław Koczwara. W 13. minucie derbowego starcia przeciwko Garbarni w sezonie 1934 podszedł do piłki ustawionej na 11. metrze i pokonał Józefa Koszowskiego. Tego dnia miał szansę na dublet, dzięki któremu do dzisiaj byłby bramkarskim współrekordzistą w liczbie trafień na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w Polsce, jednak w 72. minucie tej szansy pozbawił go Koszowski, stopując piłkę po kolejnym rzucie karnym. Koczwara chciał się szybko zrehabilitować za to niepowodzenie i postanowił wspierać kolegów w ofensywnych akcjach, co dało efekt odwrotny do zamierzonego. Po jednej ze strat Otto Riesner przejął piłkę i posłał ją do pustej bramki, ustalając wynik meczu na 1:3. Meczu, który dla Podgórza miał kolosalne i, jak się okazało historyczne znaczenie. Było to bowiem spotkanie wieńczące sezon i w przypadku zwycięstwa Podgórzanie zapewniliby sobie utrzymanie w lidze. Niestety, polegli i do tej pory nie zdołali wrócić do Ekstraklasy.

Obejrzyj w formie materiału na kanale nabramkepl w serwisie YouTube:

W rozgrywkach w 1948 roku, pierwszych ekstraklasowych zmaganiach po II Wojnie Światowej, zdecydowanie najgorszą drużyną w ligowej stawce był Widzew Łódź. Pod koniec września, gdy spadek był już niemal przesądzony, Widzewiacy podejmowali Legię Warszawa. Przy wyniku 0:3 sędzia odgwizdał rzut karny dla gospodarzy. Do piłki podszedł bramkarz Ignacy Uptas, a skuteczny strzał nieco osłodził mu dzień, w którym skapitulował aż sześciokrotnie, bo jego ekipa przegrała 1:6. Co ciekawe, jedno z trafień w tym spotkaniu zanotował Kazimierz Górski.
Dwa lata później dwa ważne gole z rzutów karnych zdobył dla Garbarni Kraków Tomasz Stefaniszyn. W jednym z meczów, przeciwko Ruchowi Chorzów (1:1), nie tylko wpisał się na listę strzelców, ale i nie dał się pokonać Franciszkowi Timowi po strzale z wapna. Swoją drugą bramkę, ponownie po skutecznie wykonanym rzucie karnym, zdobył w starciu przeciwko Warcie Poznań (4:1). Od tych wydarzeń minęło już ponad 70 lat, a i tak Stefaniszyn pozostaje najskuteczniejszym bramkarzem wśród ligowych strzelców.

O ekstraklasowej historii Garbarni tutaj:

Rok 1957 i bardzo zacięte spotkanie Stali Sosnowiec, czyli dzisiejszego Zagłębia, z Odrą Opole. Już do przerwy padły cztery gole, po dwa dla każdej z drużyn. Kwadrans po przerwie gospodarze stanęli przed wielką szansą wyjścia na prowadzenie, bowiem został im przyznany rzut karny. Odpowiedzialność wziął na swoje barki Aleksander Dziurowicz i zapewnił swojej ekipie zwycięstwo, a tym samym dwa punkty do ligowej tabeli.
Kolejne trzy trafienia były autorstwa trzech reprezentacyjnych legend. Na nieco ponad dwa tygodnie przed zwycięskim remisem na Wembley, jeden z jego bohaterów zapisał się na kartach Ekstraklasy. Oczywiście chodzi o Jana Tomaszewskiego, który w starciu Łódzkiego KS z Odrą Opole (2:0) nie pomylił się z 11 metrów. Cztery lata później, znów w starciu łódzko-opolskim, w którym Odra uległa Widzewowi 1:2, kibice oglądali trafienie Józefa Młynarczyka. Na kolejnego gola bramkarza w naszej lidze przyszło czekać rekordowo długo, bo aż 27 lat. I tym razem historia poniekąd się powtórzyła, bo miało to miejsce w pojedynku Legii z Widzewem. Znów padło sporo bramek, bo Warszawiacy zwyciężyli aż 6:0, a jedna z nich była autorstwa Artura Boruca.

W ostatniej kolejce sezonu 2010/11 we Wrocławiu Śląsk podejmował Arkę Gdynia. Wiadomo, jak wrogie są stosunki kibiców jednej i drugiej ekipy, jednak wówczas pikanterii temu pojedynkowi w głównej mierze dodawał fakt, że gospodarze walczyli o wicemistrzostwo Polski, a goście o uniknięcie degradacji. Podopieczni Oresta Lenczyka nie pozostawili żadnych złudzeń aplikując rywalom aż pięć bramek, a przy wyniku 4:0 kibice domagali się, by do odgwizdanej w 85. minucie jedenastki podszedł Marian Kelemen. Tak też się stało, dzięki czemu Słowak jest jedynym obcokrajowcem, który jako bramkarz zdobył gola w Ekstraklasie.

Sezon 2015/16. Kwietniowy, poniedziałkowy wieczór. Wisła Kraków, 13-ktotny Mistrz Polski, mierzy się przy Reymonta z Termalicą Bruk-Bet Nieciecza, absolutnym beniaminkiem ligi wywodzącym się z najmniejszej miejscowości, jaka kiedykolwiek miała swojego przedstawiciela na najwyższym szczeblu ligowym. W 90. minucie Wilde-Donald Guerrier trafia na 2:1, czym wprawia w radość zgromadzoną publiczność. Ta jednak nie trwa zbyt długo. Tuż przed ostatnim gwizdkiem sędziego goście wykonują rzut rożny. Sebastian Nowak, mierzący niemal dwa metry wzrostu bramkarz, dostaje zielone światło na wejście w pole karne rywala. Żaden piłkarz Białej Gwiazdy nie przejął się jego obecnością, co ten skrzętnie wykorzystał, celnie główkując po zagraniu Dawida Plizgi. Nowak jest pierwszym i póki co jednym golkiperem, który w Ekstraklasie zdobył gola z gry. W pomeczowych wywiadach mówił, że dla niego to był taki szok, że nie wiedział nawet, jak się cieszyć.

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *